Pewnego dnia poszłem się przejść i zobaczyłam Sarę jak siedziała przy wodospadzie.
-Hej Sara-powiedziałem.
-Hej Scooby -odpowiedziała- Pekinie dzisiaj!
-Tak masz rację-opowiedziałem.
Rozmawialiśmy tak przez dłuższy czas aż nagle coś zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej.
-Scooby, co ci jest?!-zapytała przerażona Sara.
-N-n-nie wie...-i straciłem przytomność.
-Scooby, Scooby!!!-wołała Sara.
Byłem nie przytomny przez kilka godzin. Gdy się obudziłem nie mogłem nad sobą panować.Moja sierść była cała czarna.
-Scooby na reszce się ocknąłeś!-powiedziała szczęśliwa Sara.
zacząłem warczeć na Sarę. Nie mogłem nad sobą panować.
-Scooby?!-powiedziała trochę wystraszona Sara.
Moje oczy stały się czerwone i zacząłem atakować Sarę.
-Giń!! - powiedziałem nie wiedząc co mówię.
-Scooby!- odparła na mój atak-uspokój się -krzyczała Sara.
Walczyliśmy przez godzinę. W pewnym momencie pomyślałem:
-Co ja robię, co się ze mną dzieje?!
-Scooby- krzyczała Sara.
O MOL.
OdpowiedzUsuń