piątek, 10 maja 2013

Od Opaque Blood

Spałem.
Nie wiem, która była godzina. Siedziałem pod sosną i nie zamierzałem się stąd ruszyć. Dookoła szalały psy - nadmiernie szcześliwe, jakby miały psie ADHD. Ziewnąłem, nie chciałem ich widzieć i znać. Szczególnie przeszkadzał mi Diablo. Krzyczał najmocniej, stał najbliżej mnie (bo gdzieś 8 m ode mnie, dla mnie to za mało). Jak dla mnie to stworzenie, które zaszkodziło tym, że istnieje.
Podczas tych ponurych myśli, na sierść spadł mi pajączek. Zaczął się wspinać i to szybko, nieprzyjemnie. Nic o tym nie myśląc, przewróciłem się na bok. Zgniotłem go - zginął. Zdmuchnąłem go z łapy i dałem do zjedzenia mrówkom, które nawet nie czekały, żeby do niego podejść i porwać.
Wtedy podeszła do mnie ta ohydna samica alfa. Jak tam ona? Nawet nie wiem.
- Co tak siedzisz? - zapytała, jakbym był jej przyjacielem. Zdenerwowało mnie to.
- Co tak stoisz? - odpowiedziałem oschle, po chwili namysłu.
Mimo to, niestety, nie zraziła się.
- Stoję, bo stoję!
I ten jej tępy wyraz twarzy, głupawy uśmieszek...
Chciałem powiedzieć, by się ogarnęła, ale oszczędziłem sobie słów. Skarciłem ją wzrokiem, wstałem i zniknąłem. Zaraz po jej mrugnięciu, rozpłynąłem się. I super. Mam już następną osobę, zgłaszającą się do słodkiej śmierci. Czeka mnie trochę pracy, ale wiem, że się opłaci. NIC mi nie zrobią.

(Alfa? ;p)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz