Leżałem w jakiejś jaskini. Szalała wielka
burza, ciemne chmury, nie pozwalały wyjść żadnemu psu. Ja, patrzyłem na
to wszystko z chytrym uśmiechem. Przypomniałem sobie walki psów.
Tęsknie za tym, za krwią, zwycięstwem, śmiercią i zabijaniem...Niestety,
deszcz nie trwał długo. Po jakiejś godzinie, weszło słońce. Usłyszałem
czyjeś kroki.
-Pozwolił Ci ktoś ?- warknąłem
-Co?- spytał głupawo pies
-Wejść do mojej jaskini- wstałem, i uśmiechnąłem się szyderczo
-Jestem alfą, mogę robić co chcę!
-Nie u mnie, i nie wiele mnie obchodzi, czy jesteś alfą czy nie! Co mi niby zrobisz?
-Eee...no...mogę...
-Ja też mogę, tyle że bardziej boleśnie- zacząłem warczeć- zabieraj się, albo zrobię z nich użytek!
Pies wyszedł.
-Pozwolił Ci ktoś ?- warknąłem
-Co?- spytał głupawo pies
-Wejść do mojej jaskini- wstałem, i uśmiechnąłem się szyderczo
-Jestem alfą, mogę robić co chcę!
-Nie u mnie, i nie wiele mnie obchodzi, czy jesteś alfą czy nie! Co mi niby zrobisz?
-Eee...no...mogę...
-Ja też mogę, tyle że bardziej boleśnie- zacząłem warczeć- zabieraj się, albo zrobię z nich użytek!
Pies wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz