Dzisiejszy dzień...lał deszcz,
chmury...zimno i blado. Siedziałem pod wielką sosną. Na szczęście, nie
było burzy. Zanim schowałem się w lesie, dobrze zmokłem. Otrzepałem się,
zobaczyłem norę w ziemi. Nie była daleko. Poczekałem chwilę, i
pobiegłem najszybciej jak mogłem. Wlazłem jak najszybciej mogłem.
Usłyszałem piszczenie. Pode mną, leżały dwa małe lisiątka. Poczekałem z
nimi po deszczu. Widziałem, jak poza norą, kręcą się drapieżniki.
Martwił mnie fakt, że cały dzień nie przyszła ich matka. Wtedy sobie
przypomniałem. Niedawno, ludzie upolowali lisicę. Może to właśnie ich
matka...postanowiłem zaopiekować się małymi.
CDN |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz