Ten dzień był słoneczny,a nawet gorący
dzień.Patrzyłam jak wszystkie szczeniaki ze sfory się bawią.Były m.in.
Roko i Riki,Lucky,Nari,Tobi i inni.Wszystkie bawiły się razem i
wesoło.Miło się na nie patrzyło.Takie słodkie kulki się ganiają.Oprócz
mnie(dorosłych psów) były jeszcze:
Lulu,Bronx,San,Sasza,Nesty oraz Rudy i Nina.Niespodziewanie obok nas przemknął człowiek.Tylko ja go zauważyłam.Podeszłam do brata i szepnęłam mu do ucha: -Sasza to jest niebezpiecznie,widziałam człowieka z wielką siatką... -Z siatką?!To hycel! Tak każdy podawał sobie tą wiadomość. Zobaczyłam człeka koło szczeniaków alf.Podbiegłam do nich,gdy człowiek już je miał złapać.Ugryzłam go w rękę.Najchętniej rozszarpałam bym go. -Uciekajcie!!!-krzyknęłam z bratem. -Ty uciekaj ja się nim zajmę!-krzyknął Sasza. -Nie ja chcę! Kłóciliśmy się kilkanaście minut.Nasze kłótnie przerwali kolejni hycle! -Ty masz rodzinę,a ja nie! -Masz mnie,a.... -A ty masz Lulu i szczeniaki-przerwałam. W końcu pobiegł,a ja zostałam z nimi sam na sam.Początkowo wygrywałam,ale po godzinie przyszły posiłki.Teraz było ich dziewięciu... Nie miałam szans.Złapali mnie i zawieźli do schroniska...Tam uważano mnie za agresywną.Przewieziono mnie do wielkiej sali i uśpiono..... |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz