czwartek, 6 czerwca 2013

Od Lei




Było słoneczne popołudnie. Spacerowałam sobie przy jeziorze w górach Fesens. Kocham wodę więc wchodzę doń po kolana. Jedna z ryb podpływa zbyt blisko żebym jej nie złapała. Nachylam się powoli i..... ryba jest moja. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale ja większość psów zjem wszystko co mi w pysk wpadnie. Słyszę jakiś szmer. Jakieś zwierzę jest w okolicy. Nie przeszkadza mi to, więc zabieram się do pałaszowania ryby. Potem idę się wygrzać na skały. Nie udaje mi się zasnąć. Takie leżenie zaczyna mi się nudzić. Chcę wrócić do wody. Wstaję i delikatnie stawiam łapy na rozgrzanych głazach. Powoli stąpam, i podchodzę do wody. Chcę się nachylić i wskoczyć do wody, ale nie udaje mi się to... Łapa zaklinowała mi się między dwoma kamieniami, a gdy próbowałam ją wyjąć, odklinował się inny kamień i przygniutł mi nogę bardziej. Zaczęłam ciągnąć z całej siły. Głazy zaczęły się osuwać do wody. Nie umiem pod nią oddychać.
- Pomocy! - zaczęłam wołać. Wiem już, że sobie sama nie poradzę...

< Pomoże mi ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz