Było słoneczne popołudnie. Spacerowałam
sobie przy jeziorze w górach Fesens. Kocham wodę więc wchodzę doń po
kolana. Jedna z ryb podpływa zbyt blisko żebym jej nie złapała. Nachylam
się powoli i..... ryba jest moja. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale
ja większość psów zjem wszystko co mi w pysk wpadnie. Słyszę jakiś
szmer. Jakieś zwierzę jest w okolicy. Nie przeszkadza mi to, więc
zabieram się do pałaszowania ryby. Potem idę się wygrzać na skały. Nie
udaje mi się zasnąć. Takie leżenie zaczyna mi się nudzić. Chcę wrócić do
wody. Wstaję i delikatnie stawiam łapy na rozgrzanych głazach. Powoli
stąpam, i podchodzę do wody. Chcę się nachylić i wskoczyć do wody, ale
nie udaje mi się to... Łapa zaklinowała mi się między dwoma kamieniami, a
gdy próbowałam ją wyjąć, odklinował się inny kamień i przygniutł mi
nogę bardziej. Zaczęłam ciągnąć z całej siły. Głazy zaczęły się osuwać
do wody. Nie umiem pod nią oddychać.
- Pomocy! - zaczęłam wołać. Wiem już, że sobie sama nie poradzę... < Pomoże mi ktoś? > |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz