Spojrzałam na psa obojętną
miną. Przez czas, który spędziłam w samotności nauczyłam się w pełni
maskować uczucia. W prawdzie rzadko korzystam z tej umiejętności, ale są
sytuacje, z których bym bez niej nie wyszła.
- Przeszłość - wydusiłam ciężko i spojrzałam w inną stronę. - Ważne, nie ważne.
Stanęłam na torach i rozejrzałam się. Nie widziałam nikogo. Strasznie tu...
- Idziesz? - rzuciłam do tyłu.
- Idę - odezwał się Roko.
Niedługo
zajdzie słońce i to miejsce zamieni się w scenerię z horroru. W Los
Angeles między budynkami pełno było strasznych miejsc, ale żadne nie
przyprawiło mnie o dreszcze. Tutaj niewiele brakuje.
Przeskoczyłam
starą skrzynkę. Pochyliłam głowę, aby przyjrzeć się ciemnemu wnętrzu.
Strach mnie ogarną, ale nie chciałam wyjść na tchórza, więc uszy
trzymałam postawione. Gdy Roko znalazł się obok mnie, ruszyłam.
Przyglądałam się każdemu kątowi, każdej pajęczynie i każdemu pająkowi.
Serce zabiło mi szybciej. A jednak szłam. Obecność drugiego psa dawała
mi otuchy, irytowała i krępowała jednocześnie. Niby nie ma duchów, ale
najwyraźniej ten fakt przestał się liczyć.
- Boisz się? - spytał w końcu pies.
- Ja? Wcale -
uniosłam dumnie głowę i przyspieszyłam kroku. Nagle jakaś skrzynia
spadła kilka metrów dalej. Podskoczyłam jak opażona i wylądowałam z
drugiej strony pokoju. Obróciłam się w stronę psa.
- Jak chcesz, możemy iść. - powiedział.
Pokręciłam przecząco głową i truchtem przemieściłam się dalej. I wtedy podłoga mocno zaskrzypiała i stała się wklęsła...
- Łajka, nie ruszaj się!
- A co robię? - spytałam cichutko.
- Dobra, sprawdź grunt dookoła jedną łapą, delikatnie, a później powoli wróć tu...
Pokiwałam łbem
i ostrożnie wysunęłam jedną łapę przed siebie i wtedy... Trzask!
Straciłam podłoże i runęłam w dół. Przeturlałam się pod coś wielkiego.
Roko podbiegł do granicy dziury i spytał:
- Wszystko dobrze!?
- Chyba... - powiedziałam cicho.
Uniosłam się
delikatnie, po czym od razu upadłam. Niesamowity ból chwycił moją
przednią, lewą łapę. Syknęłam z cierpienia, zacisnęłam szczęki i
zamknęłam oczy. Powoli uchyliłam powieki i spojrzałam na nogę. Łapa i
trochę nad nią była czerwona, podobnie drewno dookoła.
- Jednak nie... - dodałam po cichu.
Popatrzyłam w górę. Roko przyglądał się czemuś zacięcie.
- Doskoczysz? - spytał nieodwracając głowy.
- Spróbuję.
Westchnęłam i
powoli wstałam. Podniosłam bolącą łapę, przykucnęłam i bardzo mocno się
wybiłam. Wyprostowałam nogi w locie i przygotowałam się do chwycenia
kawałka deski. Wbiłam w nią pazury i musnęłam zębami, po czym spadłam na
plecy. Wzdrugnęłam się.
- Nie dam rady...
Pies pokiwał głową i poszedł w miejsce, w które patrzył się przed chwilą.
- Gdzie idziesz? - spytałam.
< Roko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz