- No tak - powiedziałam
****
- Więc właśnie - odpowiedziałem ze spokojem. - Po co tak reagujesz?
Lessi zarumieniła się.
***
- Nie bo nie chce zniszczyć naszej przyjaźnie - odparłam
***
Westchnąłem. Po mimo pozorów, czasami trudno było mi się dogadać z
Lessi. Postanowiłem jedna tym razem nie odpuścić i powiedzieć ostatnie
słowo właśnie ja.
- Tym nie zniszczysz naszej...yyy.. przyjaźni - powiedziałem, zastanawiając się dłużej przy ostatnim słowie.
***
Spojrzałam smutno na samca.
- Czyli co nie przyjaźnimy się ? - spytałam niepewnie
***
Zaskoczyłem się. Nie byłem przygotowany na to pytanie.
- Nie.. to znaczy... nie umiem tego ująć. Wiesz, jesteś jednym z
wyjątków, z którymi się spotykam, więc chyba się przyjaźnimy - wyznałem.
***
- A możemy iść na polowanie ? - spytałam
***
Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem. spodziewałem się innej reakcji.
- Przecież dopiero co umierałaś! - zmarszczyłem czoło.
***
- Ale ja nic nie jadłam przez 3 dni - odparłam
***
- Nie możesz się przemęczać - odparłem. - W jaskini moich rodziców jest pełno zapasów, chodź.
Ruszyłem na przód.
***
- Dziękuję - powiedziałam
Przytuliłam się do samca nie czułam się na siłach upadłam ale szybko wstałam.
***
Ten nagły przypływ emocji był niespodziewany, ale nie odpychający. Czułem, że muszę pomóc Lessi. I psychicznie, i fizycznie.
- Poniosę cię - zaproponowałem.
Nie czekając na odpowiedź, wziąłem samicę na plecy.
***
- Dzięki - powiedziałam
***
Wzruszyłem ramionami. Przyspieszyłem kroku, aby szybko dojść do jaskini. Nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy tam doszedłem.
Położyłem Lessi na trawie i i wszedłem do groty. Wziąłem z niej kawał
sarniny i wyszedłem. Był tak ciężki, że nogi aż uginały się pod jego
ciężarem.
***
Jadłam z apetytem po paru minutach było go już pół wstałam i spytałam :
-Chcesz ? - spytałam
***
Pokręciłem przecząco głową. Nie byłem głodny.
- Zatrzymaj sobie na czas, kiedy będziesz zbierać siły i nie będziesz mogła polować.
***
- Dziękuję - powiedziałam - mam nadzieję że się jeszcze spotkamy ale twoja natura.... - zacięłam się
***
Westchnąłem.
- Ale moja natura ostatnio bardzo się zminiła - powiedziałem najłagodniej jak umiałem.
***
Spojrzałam na niego.
- Widzę co się dzieje
Przełknełam ślinę.
***
Spojrzałem w dal. Moje słowa były jak najbardziej prawdziwe. Czułem, że
staję się inny. Już nie byłem sobą. Były to dla mnie ciężkie czasy.
- Nie ważne.
***
- Powiedz mi no proszę - zaczęłam prosić
Po chwilk Lucky się zaśmiał ja zaczęłam się chichrać.
***
Po chwili spoważniałem i spojrzałem z troską na Lessi. Po ugodzeniu strzałą, wyglądala strasznie krucho.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziałem nagle.
Sam zdziwiłem się swoimi słowami.
***
- No możliwe - odparłam - Lucky idziemy sie przejść ?
****
Skinąłem głową na znak zgody. O tak, spacer na pewno mi się przyda,
pomyślałem, rozmasowywując obolałe od ciągłego leżenia kości.
****
Było cudownie.
- Nareszcie ulga za długo odpoczywałam będę musiała trochę pobiegać ale truchtem....
***
Zrobiłęm poważną minę, ale w końcu zgodziłem się. W końcu, jest na
razie tylko trochę osłabiona, nie zaszkodzi jej taki "wysiłek".
Lessi zaczęła poruszać się truchtem. Po chwili ja także do niej dołączyłem, tylko, że biegiem.
***
Po chwili przestałam biegać.
- No już nie biegam - oznajmiłam
***
Zatrzymałem się.
- Okey. Jesteś pewnie zmęczona po tym dniu.
Powinnaś odpocząć - i nie czekając na jej reakcję, zamieniłem się w
wielkiego smoka. Wciągnąłem ją na swój grzbiet i wzbiłem się w powietrze.
|
|
CDN |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz