Dłużej już nie czekając, wbiłem swoje ostre jak brzytwa kły pod skórę jelenia. Gorąca, krzepiąca krew dotarła do moich kubków smakowych. Jak ja lubiłem ten moment... Gdybym mógł ruszyć w tym momencie wargami, zrobiłbym ten delikatny gest i uśmiechnąłbym się - ot tak, po prostu. W życiu mało miałem okazji, aby zwrócić się z tym do kogoś, więc uśmiechałem się do siebie. Nie sprawiało mi to dużo radości, lecz to zawsze coś. Jeszcze rzadziej ktoś zwracał się z tym do mnie, ale mniejsza o to.
Jednym ruchem przeciąłem brzuch zwierzęcia i bez zbędnych skrupułów zacząłem spożywać jego zawartość. Dopiero teraz, czując smak świeżego mięsa, uświadomiłem sobie jak dawno nie jadłem. W ciągu kilku minut z jelenia pozostała tylko kupka części, których mój organizm nie mógł strawić.
Oblizałem się łapczywie i spojrzałem na Lessi, która także kończyła swój posiłek.
- Czuję się o wiele lepiej.. - oświadczyłem.
- Tak jakby było ci źle wcześniej - przewróciła oczami samica uśmiechając się leciutko.
Odpowiedziałem jej tym samym uśmiechem i westchnąłem cicho. Ten dzień był jednym z tych niecodziennych.. Lessi nawet nie była świadoma tego, co przełamałem w sobie, aby spędzić z nią tyle czasu.
(Lessi?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz