Nudy jak zwykle. Nic nadzwyczajnego. Szkoda tylko, że pada i muszę tu tkwić.
***
Pada. Deszcz mi zasłania drogę, ale co tam. I tak nie mam co robić. Nagle pojawia się przede mną czyjaś nora.
***
Słyszę chlupanie i stukanie przy wejściu. Podnoszę się i wyglądam. Stoi tam Tayro, cały przemoknięty i uśmiecha się dziwnie. Wzdycham.
***
- No cześć, piękna - mówię.
Suczka mróży oczy.
***
- Czego chcesz w taką pogodę? - pytam.
***
- A co? Tak se szłem - wszedłem głębiej do jaskini i wytrzepałem się. - i do ciebie po drodze wpadłem.
***
Wzdycham.
- Musisz?
***
- Co muszę? - pytam zdziwiony.
***
- Trzepać mi się na środku i źle odmieniać czasowniki?
***
- Nie bądź taka drobnostkowa...
***
- Nie jestem, ale wparowujesz mi tu bez zapowiedzi i zraszasz deszczem pokój. To nie jest zbyt kulturalne.
***
- Och, Vercia... Na żartach się nie znasz?
***
- Nie traktuję brudzenia mi domku za żart.
***
- A za co? Z resztą skoro panujesz nad pogodą to spraw, aby zaświeciło słońce.
***
- Ono świeci cały czas.
***
- Gdzie?
***
- No tam, wysoko. To że nie widzisz nie znaczy, że nie ma...
***
- Ech... To usuń deszcz.
***
- Tylko w nagłym przypadku. Woda wie, kiedy padać.
***
- Ta, jasne...
***
- Nie żartuję. Dobra, przejdźmy do milszych tematów. Po co tu przyszedłeś?
***
- Bo mi się nudziło.
***
- Aż tak!?
***
- Ciiichaj i tak.
***
- Świetnie. Więc wytłumacz mi coś jeszcze... - nie kończę, bo do środka wbiega inny pies...
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz