Po mimo tego, że przyzwyczaiłem się do Lessi i nawet - o dziwo - chyba ją polubiłem, nie chciałem, aby Sfora zobaczyła mnie z nią. To jeszcze dla mnie za dużo... Postanowiłem wziąć więc samicę na krótki spacer, aby uniknąć miejsca odpoczynku psów.
Udaliśmy się do Gór Fesens. Dawno już tam nie byłem, a było to świetne miejsce na spędzenie wolnego czasu. No i na pożegnanie się...
- Ładnie tutaj, nie? - rozpocząłem, nie wiedząc, jak powiedzieć, że musimy już się rozejść.
Samica potaknęła. Wiedziałem, że kiedy odejdę, już nigdy się z nią nie spotkam. Taka była już moja natura... Po chwili krępującej ciszy w końcu wypaliłem:
- Wiesz, chyba już muszę iść..
Lessi też o tym wiedziała. Pokiwała smutno głową.
- Do zobaczenia...
Przełknąłem głośno ślinę i odwróciłem się. Zacząłem iść w stronę lasu. Suczka została nad jeziorem wpatrując się w dal. Dzięki Bogu, nie pobiegła za mną.
Wskoczyłem na jedną z gałęzi drzew. Zasnąłem z myślą o dzisiejszym, innym, ale jakże miłym dniu.
(Lessi, chyba już nie musisz dokończyć.. zresztą, jak chcesz)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz