Też zauważyłem przyczynę niepokoju Snowiee. Czerń, która rozprzestrzeniła się za nami, wyglądała jak wielka chmara owadów. Przez moje ciało przeszedł dreszcz.
- Tak, i to szybko - odpowiedziałem nerwowo.
Złapałem się jej kurczowo za łapę i wskoczyłem z powrotem do wodnego wiru. Na nieszczęście, nic się nie stało. Na otworze była tak jakby nałożona magiczna osłona, przez którą nie dało się przejść. Przełknąłem głośno ślinę.
- Co teraz? - spytałem, zachowując pozory spokoju.
Chmara coraz bardziej zbliżała się. Teraz dało się i słychać głośne bzyczenie.
(Snowiee?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz