Nasze spojrzenia się spotkały. Jakie on miał piękne oczy! Nigdy jeszcze
nie widziałam takich oczu...trudno to opisać. Wyszliśmy z jaskini. Po
burzy nastąpił piękny poranek, pełen słońca, ciepła i ptaków.
-Do sfory nie daleko- powiedział Lucky
-Skąd wiesz?- spytałam z zaciekawienem
-Bardzo często chodzę po lesie, więc świetnie go znam
Lucky poszedł przodem. Byłam mu bardzo wdzięczna, za pomoc przy łapię.
Wreszcie mogłam normalnie iść. Docieraliśmy jednak do sfory. Serce
mimowolnie zawaliło mi mocniej. Gdy z Lessie po całym dniu, Lucky dotarł
do sfory, pożegnali się, i dotąg go nie widziała. Nie chciałam żegnać
się z nim na zawsze. Wiedziałam jedno: jeżeli tego chce, nie mogę mu
zabronić.
Doszliśmy do sfory. Lucky bez zawahania doszedł tam, gdzie chciał
<Lucky>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz