Wstałem dziś bardzo późno. Poszedłem do lasu, rozprostować kości.
Dziwne, ale nikogo nie było. W lesie zwykle kręci się sporo psów. Było
strasznie cicho. Nagle ciszę przerwał przeraźliwy wrzask. Pobiegłem w
jego stronę. Przeskoczyłem wielki pień, i pobiegłem. W końcu dotarłem.
Zobaczyłem za rzeką, jakiś cień. Odbiegł, gdy mnie zobaczył. Przeszedłem
przez rzekę. Wyskoczyłem na brzeg, i zobaczyłem rannego psa z naszej
sfory.
<Kto chce>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz