Wędrowałam sobie przez łąkę ganiając za
motylami. Nagle usłyszałam chrapania... TO BRZMIAŁO JAK POTWÓR!
Przerażona wybiegłam w przód i... potknęłam się o coś... O KOGOŚ! To był
jakiś pies. Spał sobie smacznie, póki ja go nie obudziłam. Przyjęłam
pozycję atakującą (pysk przy ziemi, zad wysoko) i zawarczałam. Pies
podniósł się. Był nie za duży. Jakieś 37 cm wzrostu. Nie był na mnie
specjalnie zły.
-Hey! Jak się nazywasz? Przekręciłam łeb. Widocznie nie był potworem. Usiadłam zamerdałam ogonem i powiedziałam. -AAOOII. Aoi. A ty? -Mnie zwą Jack. -Fajnie. Trochę jak pirata. Zaśmiał się i powiedział... (Jack, CD?) |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz