Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do
wszystkich psów od czasu mojego dołączenia do sfory. Z samego rana
oślepił mnie lekko promień porannego słońca. Było pięknie. Wstałam i
nagle zapaliła się we mnie myśl, by pójść nad otchłań nieskoczności.
Kiedy już tam stałam spojrzałam w dół. Nie wyglądało to na bezpieczne,
ale przynajmniej można spróbować. Rozpędziłam się. Biegłam przed siebie
nie zważając na nic.
-Hej, stój, Tina, co ty robisz?!-krzyknął za mną jakiś głos. Ale już nie miałam czasu. Odbiłam się od krawędzi i zaczęłam spadać. Z mgły wyłoniła się długa lina. -Łap, szybko!-powiedział czyjś głos. Wzięłam sznur w zęby tak szybko jak się da i poczułam jak ktoś mnie wciąga. Stanęłam na moście i zobaczyłam uciekającego labradora. Zaczęłam go gonić, aż w końcu zagrodziłam mu drogę. -Hej, stój-powtórzyłam to co on powiedział kilka minut temu-Fil, pozwól, że spytam, dlaczego uciekasz?-parsknęłam śmiechem Samiec od dawna mi się podobał. To co teraz powiedziałam mogło nas od siebie oddalić lub do siebie zbliżyć. (Fil?) |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz